


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Telefon dzwonił z przerwami od kilku minut. Jego natarczywy dzwonek szalał eksplozją
dźwięków, bombardując sen śpiącej kobiety. Uniosła ciężko zdrętwiałe ramię. Jej palce niecierpliwie
wbiły się w czerwony aparat i wściekle uniosły słuchawkę.
- No.!. - zasyczała - Czego?!
Głos po drugiej stronie był uprzejmy, ale zimny.
- Amelia Drako?
Nie odpowiedziała. Jej świadomość wciąż tkwiła między snem, a jawą. Spojrzała na elektroniczny zegar.
Cztery czerwone cyfry wyświetlały trzy zera i trójkę. Przymknęła oczy.
- To ja - odpowiedziała sennie - Może się wreszcie przedstawisz?
W słuchawce zaległa wroga cisza. Amelia słyszała jedynie ciężki oddech rozmówcy. Mężczyzna po drugiej
stronie kabla mruknął cicho.
- Nazywam się Adam Samek. Byłem pani sąsiadem...
Kobieta otworzyła szeroko oczy, jakby rozmówca nagle stanął naprzeciw niej. Zobaczyła tylko własny
pokój, tonący w czarnych, nieruchomych cieniach. Przez okno wpadały nieśmiało kolorowe światła neonów,
odznaczając kontury znajomych sprzętów.
Amelia uniosła się na łokciach, podciągając kołdrę pod szyję. Nagle poczuła przenikliwy chłód i zaczęła
drżeć na całym ciele.
- Amelio? - groźny szept wypełzł ze słuchawki, wdzierając się w jej mózg milionem lodowatych sopli. -
Jesteś tam jeszcze?
- Nie ma mnie!- czuła, że jej głos drży. Nie mogła go opanować.
Mężczyzna po drugiej stronie złowieszczo cmoknął.
- Nie dobrze...
Znów usłyszała ten przerażający szept.
- Będę musiał odwiedzić cię osobiście... .
- Nie! - zerwała się z łóżka - Poczekaj! Nie będzie mnie! Wyjeżdżam...- odpowiedział jej tylko krótki,
przerywany sygnał.
Ze złością spojrzała na czerwoną słuchawkę.
- Ty cholerny draniu! - syknęła - Pieprzony psychopato! Czekam na ciebie... - nerwowo przygryzła dolną
wargę. Poczuła smak krwi. Oblizała usta i niespodziewanie delikatnie odłożyła słuchawkę na miejsce.
Niespokojnie przeczesała palcami długie włosy i skierowała się do łazienki. Wchodząc pod prysznic nie
myślała o tym, że ma na sobie grubą, flanelową piżamę. Odkręciła wodę i zamknęła oczy. Niemal
natychmiast zimny strumień wody zalał jej ciało, doprowadzając ją niemal do utraty tchu. Otworzyła
szeroko usta, zachłannie łapiąc powietrze. Powoli, bardzo powoli odkręcała kurek z gorącą wodą. Łagodne
ciepło stopniowo docierało do najdalszych granic jej osobowości. Uspokajała się, wolno odzyskując
równowagę.
Adam był nieśmiałym, inteligentnym chłopcem o przenikliwych, granatowych oczach. Kiedy skończył
osiemnaście lat uznała, że jako dobra sąsiadka powinna nauczyć go tajemnic życia. Nigdy nie spotkała go
z żadną dziewczyną. Nie był jak inni chłopcy masturbujący się pod ścianami kamienicy, lub wylizujący
cipki swoich rówieśnic w ciemnych, słabo oświetlonych piwnicach.
Kiedy pierwszy raz zaprosiła go do siebie, przeraził ją kolor jego oczu. W ciepłym blasku świec
zapalonych na tę okazję, źrenice Adama błyszczały głęboką czernią, odbijając krwawe płomyki. Jego
uśmiech był tajemniczy, a zęby blado odbijały się od czerwonych ust. Trwało to ułamek sekundy i już po
chwili Amelia śmiała się głośno, opowiadając zdarzenia z jej bogatego życia seksualnego. Uśmiech Adama
nie zmienił się nawet wtedy, gdy kobieta ściągnęła bluzkę, a jej obfite piersi rozlały się szeroko na
koronkowy obrus okrągłego stołu. Jednym ruchem odrzuciła włosy do tyłu, przekrzywiając zalotnie twarz
i uśmiechając się zachęcająco. Adam ani drgnął. Siedział sztywno, a jego postać wydawała się być idealną
kopią odlaną z wosku. Amelia wzięła jego dłoń i położyła na swojej piersi. Poczuła bijący od ręki żar.
Uniosła ją w górę i zaczęła ssać palec Adama.
- Może jestem w wieku twojej matki - mruczała - ale od żadnej dziewczyny nie dostaniesz tego, co ja mogę
ci dać...
- Tak..? - szepnął chłopak z wyraźną chrypką wydobywającą się z jego gardła.
Przełknął głośno ślinę, trzymając wciąż palec w ustach Amelii. Pociągnęła go mocno do siebie, zmuszając
do uklęknięcia. Rozsunęła nogi i uniosła wysoko spódnicę. Jej białe uda odbiły się w czarnych oczach
Adama.
- Widziałeś już cipkę z tak bliska?
Chłopak potrząsnął głową, a jego nozdrza rozszerzyły się.
- Jasne - zawyrokowała kobieta - Robicie to pokątnie, po ciemku i bardzo szybko. Nie masz czasu by
oglądnąć miejsce w które pchasz swego kutaska, prawda?
Ręką przysunęła wysoką świecę bliżej krawędzi stołu. Złoty blask rzucił półcień na twarz młodego
mężczyzny, a jego źrenice nabrały jaśniejszej barwy.
- Możesz dotknąć - uśmiechnęła się, dłońmi rozchylając wargi sromowe.
- Adaś! - klepnęła go w policzek, kiedy chłopak wciąż nie reagował. Ujęła go za podbródek, kręcąc z
niedowierzaniem głową.
Facecik dotknął jej ud. Zaczął przesuwać ręce w kierunku krocza kobiety. Kiedy jego palce musnęły
łonowe owłosienie, zatrzymał się.
- Śmiało, do boju! - zachęciła go Amelia.
Chłopak nie patrząc jej w twarz, wsadził palec w mokrą szparę. Nie poczuł żadnego oporu. Wydawało się,
że tam nie ma nic, jedynie rozległa przepaść z gorącą tropikalną ulewą. Wsadził więc drugi palec i znów
nie poczuł żadnego brzegu. Dopiero trzeci lekko wypełnił jej norę. Zakołysał nimi, zginając je w
połowie. Nad swoją głową usłyszał lekki jęk zachęty. Nie prostował palców. Powoli wyciągał je z
przepastnej cipki sąsiadki, by po chwili zanurzyć je głęboko z siłą młodzieńczej jurności. Amelia
jeszcze bardziej rozłożyła nogi, chwytając go mocno za głowę. Adam zanurzył twarz w jej obfitych
piersiach, całując je szybko i zachłannie, jakby bał się, że gdzieś mu uciekną. Mięsień na jego
ramieniu napięty był do granic możliwości, kiedy z impetem pchał zgięte palce w szparę kobiety. Drugą
ręką ściskał jej wielki pośladek. Nie zauważył, kiedy jego dłoń zacisnęła się w pięść, próbując
wedrzeć się w rozochocona cipkę. Amelia krzyknęła, przytrzymując go za przegub.
- Bez przesady... To miejsce zmieści tylko jednego gościa...
Adam zerwał się z kolan, zsuwając spodnie z tyłka i wyciągając na wierzch kapiącego od spermy kutasa.
Był imponujący. Amelia nigdy nie podejrzewałaby go o taki klejnot.
Chłopak bez pytania wepchnął go jej do ust i przytrzymał głowę. Kobieta ścisnęła jego twarde pośladki.
Pchał kutasa w jej gardło z prędkością dwóch uderzeń na sekundę. Gdyby Amelia teraz mogła zobaczyć jego
oczy, wystraszyłaby się nie na żarty. Czarna głębia powiększyła się jeszcze, a z przepastnej tej toni
wynurzyło się coś głodnego i przerażającego. Mimo, że świece nie oświetlały już jego źrenic, czerwone
płomyki wirowały w nich niczym tornado. Adam dochodził, a Amelia zaczęła się dławić. Próbowała
powstrzymać jego rozpędzone biodra, ale twarde jak skała mięśnie nie dawały jej żadnych szans. Kiedy
lawa spermy wystrzeliła na jej twarz, poczuła ulgę i wściekłość.
- Ty cholerny psycholu, nie wiesz kiedy przestać?!?
Chłopak zaczerwienił się i zakładając spodnie w biegu, wybiegł z jej mieszkania.
Od tamtego zdarzenia minęło pięć lat. Nie widziała go więcej. Podobno wyjechał do rodziny gdzieś na zachód.
A teraz wraca...
I zadzwonił do niej w środku nocy...
Zaczeka na niego. W jej życiu dużo się zmieniło. Adam nawet nie podejrzewa, jaką Amelia włada teraz siłą.
- Nie ma szans żeby zbliżył się do mnie bez mojej wyraźnej zgody - szepnęła wychodząc z pod prysznica w
kompletnie przemoczonej, flanelowej piżamie.
Za nią, ponuro sunęły mokre ślady...
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|