


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Lekka, zwiewna sukienka zatańczyła na zgrabnych biodrach dwudziestoletniej szatynki. Eteryczne falbany pląsały w rytmie powiewnego walca, gdy dziewczyna delikatnymi kroczkami podbiegła do
wielkiego lustra i zrobiła mostek. Uniosła jedną nogę wysoko w górę, a zwiewne falbany otuliły jej krągłe, umięśnione udo. Lustro zawstydziło się i zmrużyło swoje wszechwidzące oko. Z pomiędzy mgielnych
falban, mrugnęła do niego cieniutka kreseczka jej cipki. Chwila zastanowienia... i dziewczyna prawie bez wysiłku podniosła się w górę. Stanęła wyprostowana przed lustrem i spojrzała na siebie.
- Całkiem nieźle... - szepnęła do swego odbicia - Zobaczymy dziś na balu...
Zakręciła się w kółko, a falbany zatańczyły wokół jej postaci. - Andzia!
Głos matki doszedł do niej w momencie, kiedy jasno - niebieska suknia otuliła jej ciało, po czym
spokojnie osunęła się na uda dziewczyny.
Firany w jej pokoju uniosły się od silnego podmuchu wiatru. - No..!
- Przyszła Kazia i Jarek! Zejdź na dół! Kurwa! Kazia i Jarek! I po chuj oni tutaj..?!
- Zaraz schodzę! - odkrzyknęła, przecierając twarz dłońmi. - Kazia i Jarek... - skrzywiła się do lustra.
Słodka Kazia i debilny Jarek... Będą lizać się w moje obecności, a mnie znów cipa załaskocze na śmierć! Cholerne zboki!
Zarzuciła na siebie lekki, fioletowy płaszczyk i szybko zbiegła po schodach.
- No! Jestem gotowa! Cześć Kazia!... Mmmm Jarciu, jaki ty jesteś przystojny...
Andżelika przeszłą obok dwójki rówieśników i zamiatając falbaniastą suknią, znikła za drzwiami domu. Kazia i Jarek spojrzeli po sobie, potem ich wzrok zderzył się ze wzrokiem matki Andżeli.
- Spokojnie - odezwała się kobieta, poprawiając włosy - Ostatnio Andzia zachowuje się trochę dziwnie...
- To znaczy? - Jarek przekrzywił głowę i zmrużył oczy.
- Sami widzieliście... - odparła matka - Ubiera się jak z lat 60-tych, jakieś falbanki, kokardki... Wszystkie miniówki wyrzuciła na strych - kobieta czuła się wyraźnie zakłopotana tak, jakby nie miała o
tym, z kim pogadać.
Andżelina zawsze ubierała się bardzo wyzywająco. Matka przestrzegała ją często, że kiedyś przez te jej kuse ciuchy, dojdzie w końcu do nieszczęścia. No to teraz ma!
- Idziecie?! - Andzia znudzona czekaniem na dworze, otworzyła gwałtownie drzwi i krzyknęła do środka - No!? Jak nie, to idę sama!
Dwoje rówieśników i matka Andzi usłyszeli tylko trzask zamykanych drzwi i szybkie kroczki po ulicy.
Potem wszystko błyskawicznie ucichło. Spojrzeli po sobie. - No.. to my już pójdziemy - pierwszy odezwał się Jarek.
- Tak, pójdziemy - powtórzyła za nim Kazia. Nie czekając na odpowiedź milczącej kobiety, szybko opuścili dom.
- Ciekawe, czy przyjdzie na bal? - bąknęła Kazia. - A co nas to obchodzi? - buńczucznie odezwał się Jarek - Może i my nie pójdziemy..?
Objął ją ramieniem i ścisnął pierś. - Przestań! Ludzie patrzą!
- To co? - polizał ją w policzek - Pójdziemy do mnie?
Tymczasem Andżelika docierała właśnie do szkoły, gdzie miał się odbyć bal z okazji uroczystości zakończenia roku szkolnego. Stanęła na chwilę przed dużym budynkiem. Spojrzała na okna sali
gimnastycznej, które ozdobione były w papierowe girlandy i kolorowe baloniki. Uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie, omijając szkołę i kierując się w sobie tylko znanym kierunku. Minęła trzy ulice i weszła
do starej, zrujnowanej kamienicy. W środku znajdowała się pusta, ogromna sala. Na odrapanych ścianach, wisiały wielkie, popękane lustra. Andżela zatoczyła kółeczko, a jej sukienka pięknie zawirowała.
Wyciągnęła dłoń przed siebie i polizała palec. Potem stanęła w rozkroku, uniosła jasno-niebieską falbankę i
 mężczyznę, wpatrującego się w jej łagodne źrenice.
- Kim jesteś? - zapytała, wciąż nie zmieniając pozycji.
On podniósł ją, odwrócił do siebie i złożył namiętny pocałunek na jej ustach. Dziewczyna nie broniła się. Jego usta były gorące, a język głęboko spenetrował jej gardło. Jednocześnie jego ręka zanurkowała
pod niebieskie falbanki, pieszcząc mokrą cipkę dziewczyny. Po chwili uniósł ją w górę swoimi silnymi ramionami i posadził na barkach. Andżela chwyciła go za włosy i przycisnęła jego spragnione usta do
swojej pipki. Siedziała na
 posuwał ją wolno, stękając cicho.
- Pierdol mnie mocniej... - jęczała - Wsadź mi palce do cipy! Mmmm...
Facet zwiększył prędkość fiuta i wepchnął jej palce do norki. Dziewczynie wydawało się, że zaraz ją
rozerwie, ale to uczucie przysparzało jej tylko więcej rozkoszy.
W końcu gość wyciągnął kutasa i znów odwrócił kochankę do siebie. Ona uklękła i wzięła jego fiuta do buzi. Ssała go mocno, aż fontanna spermy zalała jej twarz.
Mężczyzna podniósł ją z klęczek, wyciągnął chusteczkę i powoli, ale starannie wytarł spermę z jej policzków, ust, oraz powiek. Potem wziął ją w ramiona i zaczął nucić melodię walca. Tańczyli długo, a
falbanki Andżeli wirowały po pustym budynku. Raz po raz widziała swoje odbicie w popękanych lustrach, oraz piękną i łagodną twarz partnera.
Dzień skończył się szybko, a oni wciąż nie przestawali tańczyć...
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|