


|
 |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Letni, ciepły deszcz padał ospale od kilku dni. Woda zbierała się wszędzie. Przenikała przez cienkie ubrania przechodniów, otulając ciała łagodnym dotykiem. Spływała po włosach, karkach,
piersiach, wciskając się nawet do majtek.
Adela wcale się nie spieszyła. Szła wolno mokrą ulicą, pozwalając aby deszcz chłodził rozgrzane niedawnym upałem ciało. Bo te upały porządnie dały się jej we znaki.
Otrząsnęła się na myśl o tych trudnych do przetrwania chwilach. Teraz wprawdzie było już dobrze. Padał pokojny deszczyk, otrzeźwiając ciało i umysł. Ale jeszcze niedawno...
Spocone, lepkie ręce próbowały coś zrobić w ciągu dnia, ale zachowywały się tak, jakby żaden umysł nimi nie kierował. Jakby były tylko parą metalowych, przerdzewiałych od potu pomocników starego, zużytego
robota.
- Brr - wzdrygnęła się od wspomnień upalnych, męczących dni, po czym weszła do osiedlowego jarzyniaka.
W środku było bardzo przyjemnie. Pachniało świeżymi warzywami. Szczególny aromat rozchodził się od koperku. Dziewczyna rozglądnęła się wkoło, obdarzając wyjątkowym zainteresowaniem nowego sprzedawcę, który teraz
przyglądał się jej ciekawie. Był wysoki, o ciemnym, przenikającym wzroku.. Jego gęsta czupryna ściśle otulała szeroki, umięśniony kark, a panoramiczny podbródek dumnie sterczał do przodu, zdradzając silny
i odważny charakter mężczyzny. Kobieta zbliżyła się do lady, a wtedy on skłonił głową w jej kierunku.
- Dla pani?
Adela znieruchomiała i na chwilę brakło jej słów. Ten głęboki, łagodny głos wdarł się w jej uszy, blokując na moment narząd mowy. Mężczyzna uśmiechnął się. Pewnie nie raz spotykał się z taką reakcją.
Mimo to, jego szerokie, gęste brwi uniosły się w górę w geście zapytania.
- Więc..? pomidorki... ziemniaczki... cebulka... ? Może coś innego?
Adela wciąż stała jak słup soli, wpatrując się z zachwytem w wydatny podbródek mężczyzny.
- Jestem, tu brudny..? - zaśmiał się, przecierając palcami brodę.
- A... nie... - bąknęła zawstydzona - Chcę ogórka! - chlapnęła bez zastanowienia.
W jarzyniaku oprócz nich nie było nikogo, więc facet przechylił się głęboko przez ladę i podparł silną,
owłosioną dłonią, swój zachwycający podbródek.
- Uchu - mruknął podniecająco - A... jak duży ma być ten ogórek?
Kobieta zmieszała się i odchrząknęła.
- Kilogram proszę... dużych i twardych
- Oczywiście - wyciągnął dłoń i bez ostrzeżenia dotknął jej policzka.
Adela otworzyła usta ze zdziwienia, a on palcem przejechał wzdłuż jej warg. Teraz ona, bezwolnie zbliżyła się do niego i wysunęła język, oblizując mu szorstki palec. Zaraz potem wzięła go do ust i
zaczęła delikatnie ssać. Jej oczy były wpatrzone w ciemne źrenice mężczyzny, a wyobraźnia już widziała jego wielkiego kutasa, jak ciemną żołędzią masuje jej policzki. To wszystko działo się jakby w ułamku
sekundy. Logiczny, zrównoważony czas zakpił z kobiety, stwarzając pozory wieczności.
- To psotnik... - szepnęła Adela.
Facet znów uniósł brwi w swoistym znaku zapytania.
- Kto? - mruknął, masując palcem jej równe żeby.
- Nie... nic... - cofnęła się nagle.
Właśnie w tym momencie do sklepu weszła kobieta z dzieckiem. Mały berbeć wrzeszczał głośno, domagając się jakiejś zabawki. Matka jednak nie zwracała na niego uwagi, ciągnąc go za rękę jak szmacianą lalkę.
- Dla pani? - odezwał się sprzedawca, prostując nagle tors.
- Proszę tylko koperek i kilo pomidorów.
Mężczyzna szybko odważył czerwone, mięsiste owoce i położył na ladzie pęczek pachnącego koperku.
- Pięć złotych - powiedział sucho.
Kobieta zapłaciła i szarpiąc się wciąż z małym terrorystą, wyszła ze sklepu. Cisza jaka zapadła po jej wyjściu, wydawała się być ciepłą, przyjemną kołdrą dla spragnionego wędrowcy.
Adela zbliżyła się do lady.
- Więc... jak będzie z tym ogórkiem?
Facet nachylił się blisko jej ucha.
- Mam jednego na zapleczu - mruknął - Mogę ci go pokazać...
Nie zdziwiło jej, że zwrócił się do niej bezpośrednio. Nawet była zadowolona.
Było w tym gościu coś z drapieżnika. Coś, czego nie umiała nazwać, a co pociągało ją, rozpalając jej krocze. W każdym bądź razie, czuła się w jego towarzystwie niczym łania, spacerująca spokojnie w
niedalekiej odległości lwa. Spokojna i czujna. Prowokowała go, jakby nie zdawała sobie sprawy, że może ją posiąść i... zawładnąć jej ciałem. Uśmiechnęła się w duchu. Przecież jej nie zje! Najwyżej...
- To niedaleko? - spytała ufnie.
- Oczywiście - wskazała palcem szaroniebieskie drzwi za plecami - Tylko kawałeczek...
Przyjemny aromat jarzyn łagodnie otulał jej zmysły.
Ruszyła w kierunku wskazanych przez gościa drzwi, jakby to on ją zaczarował, swoim przenikliwym, ciemnym wzrokiem. Mężczyzna usłużnie otworzyła przed nią drzwi, a ona weszła do środka rozglądają się
ciekawie wkoło. W pomieszczeniu, gęsto poustawiane były paczki z jarzynami, oraz zawiązane parcianym sznurem worki. Ich zawartość pozostawała dla Adeli tajemnicą. Ona jednak, domyślała się co w nich
schowano. Na samym końcu zaplecza dostrzegła małe biurko zasypane papierami, oraz duży, wygodny fotel. Odwróciła się, żeby zapytać o ogórki. Wtedy jej wzrok nadział się na podnieconą twarz mężczyzny. Z
początku wystraszyła się nie na żarty, ponieważ dostrzegła w jego źrenicach błysk drapieżcy osaczającego swoją ofiarę. Po chwili jednak, jej dłoń jakby automatycznie, pogłaskała go po policzku. Facet chwycił
ją, mocno przytulając do siebie. Zaczął całować ją namiętnie, wczepiając palce w jej włosy. Zaraz też zerwał z niej ubranie. Nie opierała się. Szalone podniecenie ogarnęło jej ciało. Cipka Adeli wprost
parzyła ją w uda. Gość, jak prawdziwy drapieżnik rozerwał jej bluzkę i warcząc cicho, wgryzł się w jej obnażone piersi. Kobiecie prawie brakło tchu, kiedy ssał łakomie jej nabrzmiałe sutki. Dyszała ciężko,
a jego język już penetrował jej pępek. Nagle, sama zerwała z siebie spódnicę i cienkie, różowe stringi.
- Liż mnie! - prawie krzyknęła, zmuszając jego głowę do zanurkowania między jej nogami.
Mężczyźnie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Upadł ciężko na kolana i wtulił nos w jej szparę. Rozkosz, jakiej w tym momencie doznała, prawie zwaliła ją z nóg. Facet wessał jej dzyndzel, jednocześnie wpychając
trzy palce w jej norkę.
- Mmm ... mocniej! - jęknęła - Szybciej!
Gość niespodziewanie lekko podniósł się z klęczek. Rozpiął rozporek i wyciągnął nabrzmiałego, rozsądzającego mu spodnie kutasa. Przyparł ją do drewnianych paczek i mocnym szarpnięciem podniósł
zgrabne udo dziewczyny. Jego chuj wdarł się w jej szparę, podnosząc do góry całe jej ciało. Adela odrzuciła głowę do tyłu i uderzyła nią w skrzynkę z kapustą. Rozpalona podnieceniem, uśmiechnęła się zadziornie.
- No... pokaż co potrafi twój ogórek! - warknęła cicho i zaraz po tym, krzyknęła z rozkoszy. Facet zgrzytnął zębami, po czym pchnął mocno. Nie bawił się już w umizgujące pieszczoty. Rżnął ją z całych
sił, a jego jaja z rozkosznym mlaskiem, odbijały się od jej nagich, spoconych ud. Adela chciała krzyczeć, ale mężczyzna przysłonił jej usta ręką. On jeden zdawał sobie sprawę z tego, gdzie się
znajdują., bo kobieta wirowała w swym własnym, erotycznym świecie. Kutas gościa posuwał ją głęboko, ale jej cipa chciała wciąż więcej i więcej. Ściskała jego pośladki, pomagając mu w tej ciężkiej pracy.
Kiedy facet w końcu znieruchomiał, poczuła, że jej szparę zalewa gorąca sperma. Mężczyzna wpił się w jej usta i całował zachłannie, skucząc cicho. Złoty deszcz potu zalał ciała kochanków, a rozkosz wypełniła
najgłębsze pokłady mózgu. Powoli, bardzo powoli odzyskiwali równowagę.
W ciszy zakładali ubrania, próbując zapinać naderwane guziki.
Adela miała ze sobą lekki sweter zapinany na zamek i to właśnie on dopiero zdołał zakryć jej nagie piersi. Rozerwane majtki, schowała do torebki.
- Bardzo lubię ogórki - szepnęła nie patrząc mu w oczy - Jutro... przyjdę po następne...
- Oczywiście - znów usłyszała ten podniecający głos - Jutro będzie nowa dostawa...
Carrie
dodaj komentarz do opowiadania
|
|
|
|
|
 |
|